Stowarzyszenie Milan Club Polonia - jedyny oficjalny fan klub Milanu w Polsce - największy Milan Club w Europie!

Witamy w Milan Club Polonia


MCP - daty i liczby:
Spotkanie założycielskie: 28.12.2001
Rejestracja Stowarzyszenia: 29.10.2004
Oficjalny fan klub AC Milan od: 26.06.2005
Liczba członków w sezonie 18/19: 810
MCP to największy fan klub Milanu w Europie!

Liczba wyjazdów na mecze Milanu: 66
Liczba zorganizowanych spotkań Milanistów: 30
Kontakt: kontakt@milanclubpolonia.pl
Kanał IRC: #MCP

Przydatne linki:

- PIŁKARZ ROKU
- TERMINARZ MILANU NA SEZON 2018/19
- Panel członka MCP
- Regulamin kwalifikacji na wyjazdy
- Wyjazdy prywatne - Regulamin dystrybucji karnetów
- Zasady rezygnacji i zwrotów z imprez MCP
- Informacje nt. Cuore Rossonero
- MCP na Facebook
- MCP na YouTube

 Wyjazdy MCP

Austria Wiedeń - Milan

Dla każdego Milanisty piątek 25 sierpnia był dniem dość szczególnym.Czekano bowiem na losowanie Ligi Europy z udziałem Milanu, po 4 latach nieobecności w europejskich pucharach i grania wyłącznie na włoskich boiskach. W każdym razie, co tu więcej pisać, stęskniliśmy się za Europą.

Część kibiców zainteresowana wyłącznie z piłkarskiego punktu widzenia: na kogo trafimy, czy wyjdziemy z grupy? Innym zaś chodziło o znacznie coś innego (ich zdaniem znacznie poważniejszego), mianowicie gdzie czeka ich kolejna kibicowska eskapada, czy powtórzy się coś w stylu legendarnego wyjazdu do Mińska. Niemal wszyscy śledzili losowanie, czy to na smartfonie, czy przed telewizorem, ale byli też i tacy, którzy wylewali poty podczas turnieju piłkarskiego na zlocie Milan Club Polonia, z boiska pytając: „No i na kogo trafiliśmy?”. Czekaliśmy z niecierpliwością. W końcu jest! Przez telefony komórkowe dało się usłyszeć, „Tak, wiem, Austria Wiedeń, AEK Ateny i coś tam jeszcze”. Nasz pucharowy rozkład jazdy w pełni to Wiedeń, Ateny i Rijeka. Z iście kibicowskiego punktu widzenia, nie najgorzej. Nikt za bardzo nie narzekał choć podróż egzotyczna na Islandię czy Kazachstan nie jednemu się marzyła? Na pierwszy ogień wyjazdowy poszła stolica Austrii, miasto Mozarta, Habsburgów i podobno… najlepsze miastem do życia, ale nie nam to oceniać. Termin przypadł na 14 września. Pierwszy mecz Ligi Europy z kibicowskiego punktu widzenia trafił się idealnie pod względem logistycznym. Przygotowania? No, trochę ich było, cała masa kombinacji jak jechać, by było najszybciej, najtaniej i najwygodniej. Załatwianie pociągów, autobusów, dojazdów samochodami, ogarnianie noclegów, potwierdziło się, że pomysłowość kibicowska nie miała granic. Startowano różnie, autami, Polskim Busem, a my wybraliśmy znacznie wygodniejszą opcję wyjazdową od autokarowej, czyli nocny pociąg TLK Chopin relacji Warszawa – Wiedeń. Zakupiliśmy bilety w promocji polskiej kolei i pociągiem nocnym ruszyliśmy na Wiedeń. W pociągu czuliśmy się bezpiecznie, zarówno za sprawą ochrony pociągu o jakże niesympatycznej nazwie klubu z Turynu, (którego nazwy nie wymienię), której to uporczywy przedstawiciel, mając spokojnie 130 kg wagi, umilał nam podróż. Ów ochroniarz postanowił za wszelką cenę sprawdzać poziom konsumpcji alkoholu w naszym przedziale, by potem nagle zniknąć, jak się okazało poczuł się bardzo zmęczony i to wcale nie podróżą i obowiązkami ochroniarza. Ponadto dodajmy, że wśród członków Milan Club Polonia podróżowali, pełniący na co dzień pracę kierownika pociągu szybkiej kolei trójmiejskiej, oraz jeden pasjonata, który rozkład jazdy PKP i nazwy pociągów zna niemal na pamięć. „Ty przyjechałeś „Pobrzeżem”, a ty będziesz wracał do Białegostoku „Ondraszkiem”. O pociągach wiedzieli wszystko. Podróż minęła szybko i wygodnie, nikt też nie chciał ryzykować „zmęczenia” w dniu meczu.

I tak o godzinie 7 rano, Wiedeń przywitał nas słońcem. Tradycyjnie o poranku, szybka kawa tudzież kanapka, rzeczy pozostawione w hotelu i chłopcy idą na miasto.
Niemal na każdym kroku, w Wiedniu można było spotkać Polaka. Polak na ulicy, Polak w sklepie, Polak w kawiarni, widać było że w stolicy Austrii sporo naszych. Z biegiem czasu, można było też spotkać coraz więcej kibiców w czerwono-czarnych barwach, wolno snujących się po mieście. Nas natomiast wyjątkowo miło obsługiwała najpierw w kawiarnianym ogródku Polka z Krakowa, a nieopodal hotelu, prowadziła budkę z kiełbasą, piwem i sznyclami, Pani Katarzyna ze Szczecina, w Austrii od 20 lat. Teraz odnośnie piw. W kawiarniach jak i pod stadionem, standardowo… Zipfer, Kaiser, Stiegl, Kaltenhausen, Zwickl, po prostu odpowiedniki polskiego Żywca tudzież Tyskiego. Nic specjalnego. Dla niektórych, jak zawsze, liczyła się ilość a nie jakość.

Dzień sobie mijał, część postanowiła dla zabicia czasu zobaczyć jedną z najważniejszych historycznych atrakcji Wiednia, co by nie pisać, piękne monumentalne zabudowania Pałacu Schonbrunn są jednym z najpiękniejszych pałaców barokowych w Europie i jednym z głównych zabytków Wiednia wraz ogrodami. Ponadto, oczywiście na trasie wiedeński Prater, Katedra Św. Szczepana, osoby lubiące zabytki z pewnością nudzić się nie mogły. Z biegiem czasu w końcu dochodzimy do Placu, na którym jest umówione spotkanie kibiców Milanu na czele z Curva Sud Milano. Kilka chwil oczekiwania, jazda metrem i rozpoczynamy przemarsz na stadion. Wśród nas nie tylko Włosi, ale i Węgrzy, Czesi, Chorwaci, trzeba przyznać, iż wspólny przemarsz robił wrażenie. Na stadion dotarliśmy kilka minut po 17-stej.

Pod stadionem raz po raz dochodziły kolejne grupy kibiców, przyjeżdżały auta, busy Milan Club Polonia, było nas coraz więcej. Przed meczem małe stoisko z piwem miejscowego handlarza zostało wyczyszczone do zera, a przy wejściu na sektor gości, stała sobie stewardessa i niemal w czystej polszczyźnie zapraszała na mecz. Mecz był rozgrywany na obiekcie Ernest Happel Stadion, który do 1992 roku nosił nazwę Praterstadion. Kibicom Milanu doskonale znany, bowiem to właśnie na tym obiekcie, Milan 23 maja 1990 roku zwyciężył w finale Ligi Mistrzów z Benfiką Lizbona 1-0. Mecz na trybunach? Tu było ciekawie, chociażby przez wzgląd na przyśpiewkę, którą podłapali prowadzący z Curva Sud Milano po golu dla Austrii Wiedeń i która śpiewana już była niemal do samego końca meczu. Pod tym względem klimat bardzo podobny do boisk holenderskich, gdzie po strzelonych golach włączane jest techno z przełomu lat 90 i 2000, a tym razem chodziło o melodię z utworu Zombie Nation – Kernkraft 400. Identyczna sytuacja miała miejsce w Herenveen, kto był ten doskonale pamięta. Co do miejscowych, to byli oni na tyle daleko, że nie dało się ich dobrze słyszeć. Coś pośpiewali, coś tam nawet skromnie odpalili, i to by było na tyle. Mecz mógł się nam podobać, była widoczna różnica klasy pomiędzy Milanem a Austrią. Gol za golem, ładna gra, wszystko co trzeba. Ostatecznie kibiców Milanu nieco ponad 2 tys, a w tym członków Milan Club Polonia w liczbie 50 osób. Po meczu tradycyjnie wspólne zdjęcie z flagą MCP. Kto robi? Steward. A skąd? Z Polski oczywiście. Niestety okazał się jednak fanem tego klubu z Turynu, którego nazwy nie wymieniamy. Na stadionie trzymali nas zaledwie kilka minut, co jest normalnie nie do pomyślenia. Gdybyśmy o tym wiedzieli, to dalibyśmy radę wrócić jeszcze wieczornym pociągiem, ale nie ma tego złego, bowiem czekała nas cała noc w Wiedniu. Udaliśmy się więc na najbliższy przystanek metra i skierowaliśmy się w stronę centrum, gdzie zresztą też był nasz hotel. Niestety Wiedeń w czwartkową noc okazał się miastem martwym i tak naprawdę po 23:00 mieliśmy już problem, żeby znaleźć coś ciekawego do zjedzenia. Do tego po bardzo ciepłym dniu, zrobiła się nagle potwornie zimna i wietrzna noc, więc postanowiliśmy się udać w pobliże hotelu, gdzie trafiliśmy na jeden z niewielu czynnych pubów, który ma również kuchnię. Przy okazji spotkaliśmy resztę naszej ekipy, która postanowiła poszukać jeszcze wiedeńskiego odpowiednika polskiego „CPN-u”, dzięki czemu zdecydowanie milej można było przeanalizować we wspólnym gronie niedawno zakończony mecz.

Pierwsi wracający zameldowali się w domach już w piątek nad ranem. Byli jednak i tacy „kaskaderzy”, co w piątek rano na powrocie, uderzyli prosto do pracy. Podróż powrotna różniła się od docelowej tym, że nie trzeba było jechać w nocy i rozpoczęła się ona dnia następnego o 8 rano, a w związku z tym nikt w pociągu nie spał, bo i hotel był bardzo wygodny. Powrót pociągiem ,EIC „Sobieski” również minął nam beztrosko, głównie okupując miejsca w wagonie restauracyjnym (dawniej Wars) w którym to najogólniej pisząc, było wesoło. No bo jak tu się nie zaśmiać, gdy jeden z naszych orłów MCP, przeprowadził genialny dialog z czeskim konduktorem siedząc sobie wygodnie. Nie zauważając czeskiego konduktora gdy ten zwrócił się do niego po bilet, ten odpowiada… „Please, polish breakfast”. Zdziwionemu konduktorowi mowę odjęło a cały wagon wybuchnął śmiechem. Konduktor jeszcze raz mówi więc “ticket please”, na co nasz orzeł ponownie wskazując palcem w karcie menu i niemal sylabizując odpowiada: “Polish breakfast”. Płakaliśmy ze śmiechu niemal do samej Warszawy. Obsługa Warsu zatem w pełni zadowolona, na pewno z utargu, bo co tu dużo pisać, stęskniliśmy się i za polskim piwem, i za polską kuchnią, no to daliśmy chłopakom zarobic. Ponadto nasi znawcy kolei z MCP, dalej wyjaśniali innym raz po raz niuanse panujące na kolei. No bo który z pozostałych wiedział, że ciągnie nas lokomotywa EP 09-043 z 12 pudłami na haku tj.12 wagonami, czy że na peronie stoją lokomotywy o potocznej nazwie “stonka”, “suka”, a konduktor to powszechnie nazywany jest gajowym. Podróże z MCP kształcą, nie inaczej było i tym razem. Być może nie zapamiętamy tego wyjazdu jak legendarnego Mińska, ale jak po 4 latach powrotu nie jest źle, zwłaszcza, że kolejne przygody Milan Club Polonia na europejskich boiskach już niebawem.


Relacja: Kamil

Partnerzy MCP
ACMilan.PLACMilan24.comKoszulki piłkarskie
  | MILAN CLUB POLONIA - STRONA GŁÓWNA | O FAN KLUBIE | AKTUALNOŚCI | WYJAZDY MCP | ZLOTY MCP | GADŻETY MCP | KONTAKT | statystyka