Stowarzyszenie Milan Club Polonia - jedyny oficjalny fan klub Milanu w Polsce - największy Milan Club w Europie!

Witamy w Milan Club Polonia


MCP - daty i liczby:
Spotkanie założycielskie: 28.12.2001
Rejestracja Stowarzyszenia: 29.10.2004
Oficjalny fan klub AC Milan od: 26.06.2005
Liczba członków w sezonie 16/17: 627
MCP to największy fan klub Milanu w Europie!

Liczba wyjazdów na mecze Milanu: 54
Liczba zorganizowanych spotkań Milanistów: 24
Kontakt: kontakt@milanclubpolonia.pl
Kanał IRC: #MCP

Przydatne linki:

- PIŁKARZ ROKU 2016
- TERMINARZ MILANU NA SEZON 2016/17
- Panel członka MCP
- Regulamin kwalifikacji na wyjazdy
- Wyjazdy prywatne - Regulamin dystrybucji karnetów
- Zasady rezygnacji i zwrotów z imprez MCP
- Informacje nt. Cuore Rossonero
- MCP na Facebook
- MCP na YouTube

 Wyjazdy MCP

Milan - Inter

WSTĘP

Drugi już wyjazd na Derby della Madonnina w 2016 roku organizowany przez Stowarzyszenie Milan Club Polonia zapowiadał się niezwykle ciekawie. Podopieczni Vincenzo Montelli przed 13 kolejką zajmowali 3 miejsce w tabeli ze stratą 1 punktu do Romy, która właśnie w tym samym dniu miała stoczyć zacięty bój z rewelacyjną w pierwszej części sezonu Atalantą. Czas meczu derbowego zgrał się więc chyba najlepiej jak mógł z formą naszych Rossonerich.

PRZYGOTOWANIA i WYJAZD

Wróćmy zatem do samego wyjazdu do Mediolanu ;) Z racji tego że ostatnio nasz ukochany klub punktował przeciwników i gra była całkiem niezła na wyjazd zapisało się aż 45 osób- (myślę że to było główną przyczyną). Nie był to rekord, ale jak na późny listopadowy weekend spora ilość fanów. Ja, jako że wyjazd był z Poznania, a mieszkam pod Krakowem, miałem do pokonania trochę kilometrów. Jednak od czego mamy nasze zrewolucjonizowane i coraz częściej niezawodne PKP  . Wyjazd punktualnie o 7.03 z Dworca Głównego w Krakowie, a w tej ponad 5 godzinnej podróży towarzyszył mi mój kumpel i wierny fan czerwono czarnych Damian z którym razem reprezentowaliśmy Małopolskę i Śląsk. Droga bez żadnych problemów i z jednominutowym poślizgiem, o 12.33 zameldowaliśmy się na Dworcu Głównym w Poznaniu. Wysiadając marzyliśmy tylko o tym by coś zjeść ,a skoro mięliśmy około 2,5 godziny do wyjazdu to tak też uczyniliśmy. Zaraz po naszym przyjeździe zameldowała się kilkuosobowa ekipa z Wrocławia, którą w większości dobrze znaliśmy z poprzednich zlotów czy turniejów. Kilka telefonów i już razem raczyliśmy się jedzonkiem w nowo odrestaurowanym Dworcu Poznańskim, który jednak cały czas jest w budowie. Czas mijał, a my ubrani w barwy Rossonerich „wchłanialiśmy” kolejnych przybyszów z różnych zakątków Polski zapisanych na wyjazd. Naszym grupowym szczęściem było to, że wśród nas był jeden z koordynatorów wyjazdu, zawsze przygotowany „Zając”. W naszych poczynaniach więc nie było mowy o jakimkolwiek chaosie czy braku zorganizowania;) Udaliśmy się zatem na Dworzec Letni, także z już obecnym w naszych szeregach drugim koordynatorem „Rafsonem”, skąd miał odbyć się nasz wyjazd. Po drodze większość raczyła się już nieco mocniejszymi napojami, za co zostaliśmy napomniani przez pana ze straży miejskiej, który postraszył nas 500+ hehe, ale szybko załagodziliśmy zaistniałą sytuację i obyło się bez incydentów;)

O godzinie 14.50 podjechał autokar. Każdy z nas ulokował swój bagaż i zajął sobie miejsce. Po sprawdzeniu obecności w autokarze przez naszych wspaniałych koordynatorów, byliśmy „prawie” wszyscy. No właśnie prawie heh. Brakowało jednej osoby która o dziwo była z…....Poznania! Wyjazd opóźnił się o 40 minut, chłopak myślał że odjazd jest o 17 ;D. Murowanym kandydatem do napisania relacji z wyjazdu byłby pewnie on gdyby nie to, że ja popełniłem większą gafę, bo zapomniałem karty Cuore Rossonero na którą miałem zakupiony bilet ;). Dla mnie oczywiście to nie żadna kara, a sama przyjemność napisać relację z wyjazdu ;). Około godziny 16 byliśmy już poza granicami miasta Poznań i mknęliśmy autostradą A2 w kierunku Berlina. Pogoda nie była łaskawa bo od samego Poznania padał deszcz. Aura na zewnątrz nie dopisywała, ale za to wewnątrz autokaru było prawdziwie rodzinnie, prawie jak na weselu – głośnie i radośnie. Jako że był to nasz czas, można było poznać uczestników wyjazdu. Dla niektórych był to pierwszy wyjazd na mecz Milanu, dla drugich pierwsze Derby( w tym ja), a dla trzecich już któryś tam z kolei wyjazd. Zatem były tak zwane świeżaki i jednocześnie doświadczeni wyjazdowicze . Nasze liczne grono w 99 % składające się z mężczyzn uzupełniała jedna kobieta - Iza(gorąco pozdrawiam), która wyjazd ten pewnie zapamięta do końca swojego życia. W mieście mody na dachu katedry Duomo oświadczył się bowiem jej chłopak ;). Cała społeczność MCP życzy wszystkiego dobrego młodej parze!! ;). Niechaj powiększają nasze Czerwono Czarne grono ;). Wracając do wydarzeń w autokarze, nie będę zdradzał wszystkiego bo to trzeba przeżyć samemu. Jest to niesamowite przeżycie i chyba najlepszy sposób dotarcia na mecz Milanu, mimo wszystkich niedogodności w 15 godzinnej podróży. Jedno jest pewne, kierowcy nie mieli prawa usnąć za kierownicą ;). Głośno było gdzieś do 3 w nocy, gdy nagle wszyscy zmęczeni zapadli w głęboki sen. Obudził nas dopiero postój na jednej ze stacji Auto Grill około godziny 8, nieopodal Mediolanu. Tam mieliśmy nieco ponad 40 minut wolnego czasu na ogarnięcie się po podróży i poranne włoskie cappuccino czy espresso. Kawy to Włosi mają wyśmienite.

MILANO czyli MEDIOLAN

Na miejsce przyjechaliśmy około godziny 9:00. Pogoda przywitała nas iście typowym listopadowym porankiem. Chłodno i szaro, bez szans na jakiekolwiek promyki słońca. Cała ekipa była za to w bardzo dobrych nastrojach, zupełnie odmiennych od panującej pogody. Zrobiliśmy kilka zdjęć aby oświadczyć światu że MCP on Tour szczęśliwie dojechało na miejsce. Następnie mieliśmy podzielić się na 2 grupy: Jedna miała udać się do Casa Milan, a druga na Plac Duomo. Nic z tego nie wyszło bo demokratycznie wybraliśmy że wszyscy udamy się najpierw do Casa Milan. I bardzo dobrze bo jako społeczność musimy trzymać się razem  #wearemcp ;). Jako że było blisko, to zahaczyliśmy o tereny przed stadionem gdzie reszta robiła sobie fotki w tle ogromnego San Siro. Warto nadmienić że już od godziny 9 rozkładały się pierwsze stoiska z klubowymi gadżetami wokół stadionu. Trochę kilometrów pieszo, trochę mediolańskim metrem i znaleźliśmy się pod Casa Milan. Po dotarciu na miejsce dostaliśmy czas wolny do godziny 13, jedni udali się na zwiedzanie muzeum Milanu, inni wskoczyli do sklepu Milan Store. Ja byłem w tej drugiej grupie bo muzeum w Casa Milan było mi dane zwiedzić w kwietniu tego roku, gdy byłem na weekend ze znajomymi w Mediolanie i przy okazji na meczu Milan vs Juventus, który niestety przegraliśmy 1:2. Liczyłem po cichu że mój następny wyjazd zakończy się 3 punktami dla Milanu a były ku temu powody bo Inter ostatnio grał bardzo nierówno a Rossoneri oprócz wpadki w Genui grali niezły futbol i odprawili z kwitkiem liderujący Juventus.

W Milan Store podobnie jak w kwietniu , tłumy ludzi kupujący gadżety i wszystko co związane z naszym ukochanym klubem. Doszedłem do wniosku że przy okazji tych „większych” meczów czyli z Interem czy Juventusem takie kolejki to norma, a kibice odwiedzający punkty przyjechali ze wszystkich stron świata. Po zakupach, na których wydałem ponad 100 Euro, to pomimo ceny niektórych rzeczy, byłem zadowolony . Domyślałem się, a wręcz byłem pewien, że w sklepie Milan MegaStore na Duomo na pewno taniej nie będzie…. i nie było, ale po kolei. Głodni poszliśmy cos zjeść do pobliskiego centrum sklepowego gdzie oprócz supermarketu mogliśmy odwiedzić włoską pizzerię, a że była sprawdzona osobiście przeze mnie, to tam też zakotwiczyliśmy. Nasyceni , naładowani energią i pełni wiary udaliśmy się metrem na plac Duomo. Było około godziny 14:00 i tam też mieliśmy czas wolny. Jako że była to niedziela, centrum Mediolanu żyło już pewnie od godzin porannych. Mnóstwo ludzi i turystów, co mnie lekko zdumiało przy pogodzie która panowała. A miałem porównanie z kwietniowym wyjazdem i o niebo lepszej pogodzie. Ceny jednak w okresach przejściowych spadają ostro w dół i dużo ludzi decyduje się na zwiedzanie dużych, mających dobrą renomę i reklamę miast. Ja udałem się wraz z kilkoma kumplami do Milan MegaStore czyli największego sklepu Milanu. I tak jak napisałem wcześniej było zdecydowanie drożej, a i fanów o połowę więcej niż w Casa Milan, dlatego żeby dostać się do sklepu trzeba było odstać kolejkę około 10 minut. Coraz bardziej był czuć zbliżający się wieczorny mecz derbowy. Na mieście pełno Milanistów ubranych w trykoty i inne gadżety, ale co jakiś czas spotykaliśmy również kibiców Interu, lecz w tym dniu byli oni w zdecydowanej mniejszości . O 16.30 zaplanowane było spotkanie 7 europejskich fanklubów Milanu, w tym naszego . Wydaje mi się że zaprezentowaliśmy się równie dobrze co inne fankluby, ale moją uwagę przykuł fanklub Milan Club Milanistra z Chorwacji (mają chłopaki dobry doping). Piękne było to jak przy naszych okrzykach i śpiewach zatrzymywali się turyści i robili sobie z nami i z wywieszonymi flagami zdjęcia. Można było się poczuć jak jakiś znany boysband który wyszedł na ulice i zaczął grać ;) Po prezentacji udaliśmy się pod autokar, gdzie koordynatorzy rozdali bilety i już na spokojnie można było się udać na stadion lub zjeść jeszcze jakieś „panini”, czy coś innego. W międzyczasie dowiedzieliśmy się że Roma przegrała z Atalantą, co jeszcze bardziej dodało smaczku derbom, bo przy wygranej mogliśmy wskoczyć na pozycje wicelidera tabeli. Większość udała się na stadion bo pogoda już totalnie się „zepsuła”- zaczęło mocno padać. Ja do ostatnich chwil nie byłem pewny wejścia na stadion, ale organizatorzy naszego wyjazdu spisali się na medal, a ja dołożyłem cegiełkę i dostałem bilet na Curvę Sud.

MECZ

Z wejściem lekkie problemy, mnóstwo ludzi ,a do meczu 30 minut. Udało się! Ufff… Na 20 minut przed meczem jesteśmy na trybunie i jak to na Curvie bywa, nie obowiązują numery siedzeń z biletów;). Ulokowaliśmy się więc w najlepszym możliwym w tym momencie miejscu, zaraz przy barierkach gdzie czekała oprawa. Jak się później okazało stworzyliśmy jedną z piękniejszych opraw ostatnich lat, żegnającą odchodzącego z Milanu Berlusconiego. Hymn Milanu, hymn Serie A i gwizdek sędziego rozpoczynający mecz. Od samego początku ostry doping aż przechodzą ciary, krzyk 30 tysięcy gardeł z jednej trybuny robi wrażenie. Ale to nic przy tym jak pada gol!! Coś pięknego co było nam dane poczuć 2 razy w tym meczu, genialny Suso i gdy już byliśmy pewni że 3 punkty są nasze, bramkę strzela Inter. Stadion z 3 stron zamilkł i słychać tylko Curvę Nord z kibicami Interu. Za chwilę sędzia Paolo Tagliavento kończy spotkanie. Zabrakło dosłownie 1 minuty i jakże odmienne nastroje panowałyby w naszym obozie. Byłem strasznie zawiedziony tym że nie udało się utrzymać wyniku. Szkoda,wielka szkoda, no ale cóż, opuszczaliśmy stadion w ponurych nastrojach, a na zewnątrz dobiła nas pogoda -rozpadało się na dobre. Szybko uciekliśmy więc w stronę autokaru.

POWRÓT

W autokarze szybkie przebranie przemoczonej odzieży i równie szybki odjazd do Polski. Po odjeździe dopiero na spokojnie można było dyskutować o meczu i gry naszych Rossonerich, co trwało do 2 w nocy . Na chłodno doszliśmy do wniosku że ekipą prowadzącą grę w tym meczu był Inter, co miało odzwierciedlenie w statystykach. No cóż, nie byliśmy w tym meczu zdecydowanie lepsi, ale też nie dużo gorsi i tylko brak szczęścia lub koncentracji spowodował że w Mediolanie przez najbliższe pół roku będzie obowiązywało bezkrólewie na piłkarskim tronie. Powrót spokojny, wszyscy próbowali odespać ten poprzedni, pełen emocji dzień. Niektórzy z lekkim zdenerwowaniem patrzyli na zegarki, ponieważ mieli zarezerwowane pociągi i inne formy transportu, więc chcieli najzwyczajniej w świecie na nie zdążyć;). Kierowcy spisali się na medal i o 16.30 byliśmy na Dworcu w Poznaniu. Tam oczywiście pożegnania nadszedł czas. Fajna ekipa, która poznała się bliżej podczas wyjazdu, rozproszyła się w każdemu znane strony. Ja udałem się wraz z moimi przyjaciółmi z Wrocławia na odpowiednie perony. Mnie czekała jeszcze 5 godzinna podróż pociągiem do Krakowa, gdzie pojawiłem się o 22.50 ;). W domu byłem przed północą, a rano oczywiście do pracy na 6:00 hehe. Czego się jednak nie robi dla tak ukochanego klubu i tak wspaniałej społeczności jaką jest MCP! Życzę sobie oraz innym uczestnikom wyjazdu, ale również tym nieobecnym, aby takie wyjazdy odbywały się częściej i w tak wspaniałej atmosferze, a w sercu tylko nasz Grande AC Milan!! Dość czekania na Champions League! mam nadzieję że to sezon przełomowy;) Forza Rossoneri !! Forza Milan Club Polonia!!

Relacja: Darek

Partnerzy MCP
ACMilan.PLACMilan24.comKoszulki piłkarskie
Dante Alighieri
  | MILAN CLUB POLONIA - STRONA GŁÓWNA | O FAN KLUBIE | AKTUALNOŚCI | WYJAZDY MCP | ZLOTY MCP | GADŻETY MCP | KONTAKT | statystyka