Stowarzyszenie Milan Club Polonia - jedyny oficjalny fan klub Milanu w Polsce - największy Milan Club w Europie!

Witamy w Milan Club Polonia


MCP - daty i liczby:
Spotkanie założycielskie: 28.12.2001
Rejestracja Stowarzyszenia: 29.10.2004
Oficjalny fan klub AC Milan od: 26.06.2005
Liczba członków w sezonie 17/18: 861
MCP to największy fan klub Milanu w Europie!

Liczba wyjazdów na mecze Milanu: 56
Liczba zorganizowanych spotkań Milanistów: 26
Kontakt: kontakt@milanclubpolonia.pl
Kanał IRC: #MCP

Przydatne linki:

- PIŁKARZ ROKU
- TERMINARZ MILANU NA SEZON 2017/18
- Panel członka MCP
- Regulamin kwalifikacji na wyjazdy
- Wyjazdy prywatne - Regulamin dystrybucji karnetów
- Zasady rezygnacji i zwrotów z imprez MCP
- Informacje nt. Cuore Rossonero
- MCP na Facebook
- MCP na YouTube

 Wyjazdy MCP

Frosinone - Milan

Na zakończenie 2015 roku postanowiliśmy zorganizować jeszcze wyjazd do Frosinone. O tym, że zjawię się na tym meczu wiedziałem już w dniu, kiedy wylosowano kalendarz Serie A, gdyż Frosinone położone jest bardzo blisko Latiny, w której od wielu lat regularnie spędzam święta Bożego Narodzenia, a termin jak wiadomo pasował idealnie. Po kilku rozmowach i napływających zapytaniach postanowiliśmy pomóc wszystkim chętnym wybrać się na te spotkanie i w konsekwencji tego, ogłosiliśmy zapisy na wyjazd.

Dla wielu osób, wycieczka na ten mecz oznaczała również kilkudniowe wakacje w Rzymie, gdyż najlepsze połączenia z Polski do Rzymu były właśnie w piątek, a mecz był rozgrywany w niedzielny wieczór...

Na wyjazd zgłosiło się łącznie 12 osób, a swoją podróż rozpoczęliśmy w Warszawie. Spotkaliśmy się na piwku nieopodal dworca w restauracji Hektor i wspólnie udaliśmy się busem do Modlina. Już na lotnisku rozpoczęły się pierwsze trudności. Opuszczając busa zapomnieliśmy o jednym z telefonów. Na szczęście udało się skontaktować z kierowcą, który pojechał zatankować i jeszcze przed naszym wylotem miał ponownie zjawić się na lotnisku. Wylecieliśmy planowo i kilka minut po godzinie 16 byliśmy już w na lotnisku Ciampino w Rzymie. Pogoda była wspaniała i każdy z nas już nie mógł się doczekać wieczornego biesiadowania. Czekając na przylot kolejnego uczestnika wyjazdu z Holandii, zakupiliśmy kilka biletów na przejazdy między Termini i lotniskiem. Około 17:30 byliśmy już w komplecie i ruszyliśmy razem do naszego hostelu, gdzie czekali już na nas pozostali członkowie MCP. Dla części z nas nie była to pierwsza wizyta w Rzymie więc okolice Dworca Głównego nie stanowiły dla nas tajemnic. Zameldowaliśmy się w pobliskim hostelu, zostawiliśmy swoje bagaże i udaliśmy się razem do małej knajpki na pizzę. Kelner rozpoznał nas, wszak jesteśmy bardzo charakterystyczni (nie mówię tu o barwach) i za każdym razem, gdy mijaliśmy restaurację gorąco nas do niej zapraszał. Pierwszego "Myfrienda" mieliśmy już na samym początku pobytu w Rzymie. Po spożyciu posiłku udaliśmy się do marketu, aby zrobić zakupy na najbliższy wieczór. Każdy zaopatrzył się w niezbędny prowiant oraz trunki. Razem stwierdziliśmy, że trzeba wykorzystać sprzyjającą pogodę i nie ma sensu siedzieć w hostelu. Celem na dziś było Colosseum. Postanowiliśmy udać się tam pieszo i po około 30 minutach spaceru naszym oczom ukazała się starożytna arena gladiatorów. Nocą robi piorunujące wrażenie. Po strzeleniu kilku pamiątkowych fotek rozstawiliśmy się na pobliskim murku i tam kontynuowaliśmy zabawę do późnych godzin wieczornych. Po północy zapadła decyzja o powrocie. Wspólnie odprowadziliśmy dwóch członków do innego hostelu, gdzie mieli rezerwację i tutaj pojawił się kolejny problem. Należało się zameldować między 15 a 17. W innym wypadku konieczne było telefoniczne powiadomienie hostelu o późnym dotarciu. Krótko mówiąc rezerwacja przepadła i koledzy zostali na lodzie. Ruszyliśmy więc do naszego hostelu, aby tam zakwaterować całą ekipę. Niestety u nas także nie było miejsc, a portier pozostawał niewzruszony na nasze prośby o dokwaterowanie ich na jedną noc do naszego pokoju. Po długich namowach portier znalazł nam hostel, w którym przyjmą pozostałą dwójkę. W recepcji pracował Polak więc załatwiliśmy wszystko szybko i sprawnie, po czym wróciliśmy do siebie, aby w końcu odpocząć i nabrać sił przed zaplanowanym sobotnim zwiedzaniem Rzymu...

Mawiają, że pierwszy dzień po przyjeździe jest najgorszy. Nie inaczej było tym razem. Po wczorajszej wieczornej wizycie w Colosseum, poranne sobotnie wstawanie w hotelu wymagało nie lada poświęcenia, do tego stopnia, że nie wszyscy temu wyzwaniu sprostali.

Cała sobota przed nami, cały Rzym przed nami. Ruszamy w miasto!

Na pierwszy ogień idzie Watykan. Kilka minut jazdy metrem i jesteśmy na miejscu. Na rzymskich stacjach metra, odnieść było można wrażenie, że w tym dniu będą rozgrywane derby Rzymu, jednakże po zamachach w Paryżu, środki bezpieczeństwa we Włoszech są wyraźnie widoczne w postaci nie tylko oddziałów policji, ale wojska. Wchodząc przez bramki do Bazyliki Św. Piotra przechodzimy kontrolę, niestety nie wszystkie napoje udało się wnieść, skaner był nieubłagany. Co niektórzy, w świętym miejscu byli po raz pierwszy, ogrom oraz piękno i estetyka wykonania nie pozostały niezauważone, a że wszyscy z nas lubią wyzwania, zgodnie idziemy na sam szczyt kopuły świętej bazyliki. Winda odpada, idziemy pieszo po schodkach, gdzie wraz z wysokością jest coraz ciaśniej, a japońscy turyści byli przez nas wyraźnie popędzani gdyż robiąc zdjęcia blokowali oraz irytująco wstrzymywali nasze wejście. Widok z samego szczytu bazyliki pięknego Rzymu jest naprawdę godny polecenia. Co niektórzy nie sprostali kondycji sprawnego wejścia, ale obiecywali sobie zrzucenie zbędnych kilogramów w nadchodzącym nowym roku. Następnie kilka zdjęć na placu Św. Piotra, wysłanie kartek świątecznych z watykańskiej poczty i… do baru na pizzę. Trafiamy na trattoria, której kelner widząc u niektórych barwy Milanu, wyraźnie się krzywi, no ale pieniądz jest pieniądz i romanista elegancko obsługuje nasz stolik.
Jeszcze raz się okazało, ze Rzym najlepiej zwiedzać piechotą, robiąc niemal 8 km piechotą, odwiedzamy Fontannę di Trevi, Hiszpańskie Schody, Panteon i tak piechotą wracamy w okolice hotelu. Męczący dzień za nami więc wizyta w ich lokalnej Biedronce jest konieczna. Tym razem w komplecie pozostajemy w pokoju hotelowym szczegółowo omawiając sytuację Milanu, wszak przecież jutro niedziela. Jutro mecz czyli główny cel naszej wizyty...

Z Rzymu do Frosinone mieliśmy udać się wypożyczonymi autami. Jako punkt zbiórki ustaliliśmy godzinę 13:00 na lotnisku w Ciampino, co było ściśle związane właśnie z wypożyczaniem aut. Większość z nas zebrała się jednak razem już wcześniej na dworcu Termini i stamtąd udaliśmy się autobusem na lotnisko, gdzie czekała już pozostała część ekipy. Następnie kierowcy udali się po odbiór samochodów, gdzie oczywiście nie obyło się bez problemów. Tym razem bak miał być pełen, a okazało się, że zatankowane jest tylko 3/4, a dodatkowo widać parę mocnych rys, które nie są zaznaczone w dokumentach. Zgłosić tego nie można było ponieważ zmęczony pracownik firmy wynajmującej samochody, szybko zasunął roletę i udał się na relaks, który u niego trwa od godziny 13 do 17. Teoretycznie moglibyśmy na niego poczekać, gdyby nie fakt, że mecz zaczynał się o 18:00. Łatwo się domyślić, że telefonów również nikt nie odbierał, ale po przejrzeniu dokumentów znaleźliśmy w nich przebieg samochodu i na tej podstawie postanowiliśmy sfotografować poziom paliwa w baku wraz ze zrobionym przebiegiem, by wytłumaczyć się po powrocie i nie dać się zrobić na dodatkowe i całkiem spore koszty.

W drodze z Ciampino do Frosinone świeciło piękne słoneczko i było 15 stopni Celsjusza, więc postanowiliśmy wstąpić jeszcze na Autogrilla, by uzupełnić zapasy napoi chłodzących. Zaopatrzył się prawie każdy oprócz Kiepury, który pierwszy raz w historii swoich wyjazdów musiał niestety obejść się smakiem, gdyż musiał kierować w drodze powrotnej. Warto dodać, że jego mina była bezcenna. Po dotarciu do Frosinone, na zjeździe z autostrady, na wszystkich milanistów czekali już policjanci, którzy eskortowali nas na przeznaczony dla nas parking gdzie mogliśmy zostawić samochody i dalej specjalnymi autobusami przewieziono nas pod sam stadion.

Z racji tego, że Frosinone rozgrywa w Serie A swój pierwszy sezon w historii, stadion jest malutki, a sektor gości został zbudowany na potrzeby regulaminu i wygląda po prostu jak zwykłe rusztowanie. 2 tysiące biletów przeznaczone dla fanów Milanu rozeszły się w niecałe 24 godziny, a co najgorsze, wejście na ten sektor odbywało się tylko przez jedną bramę, więc panował olbrzymi ścisk i szło to bardzo wolno. Ostatecznie na sektor weszliśmy na jakieś 20 minut przed meczem, gdyż po przejściu kontroli udaliśmy się jeszcze do baru po piwa i tradycyjne stadionowe włoskie likiery kawowe. Fani Frosinone wypełnili stadion do ostatniego miejsca, a podczas wejścia na boisku obu zespołów zaprezentowali kartoniadę na dwie trybuny z napisem Curva Nord oraz wielkimi transparentami z napisami: "Na nas możecie liczyć, ale barwy musicie szanować" oraz "Stadion Matusa nie jest teatrem tylko polem bitwy." Na naszym sektorze, jak to się już przywykło podczas protestu, obecna była tylko wielka flaga Baresiego oraz sektorówka Milanu rozłożona na początku meczu. Sektor stworzony z rusztowania był dość duży i bardzo szeroki, co mocno utrudniało zadanie prowadzącym doping. Dodatkowy fakt, że mogli oni wejść na jedyne barierki jakie były na sektorze sprawiał, że skupiali oni uwagę bardzo wąskiej grupy i ciężko im było dotrzeć do pozostałych. Z tego powodu, doping był często nierówny i prowadzony tylko przez małą część zgromadzonych fanów. Strata gola w pierwszej połowie i niekorzystny rezultat sprawił, że doping ucichł jeszcze bardziej, a dodatkowo w repertuarze zaczęły królować przyśpiewki żądające odejścia Gallianiego. Druga połowa zaczęła się jednak po myśli wszystkich fanów Milanu i po szybkim wyrównaniu, a później objęciu prowadzenia, na sektorze zapanowała wielka radość, a część piosenek była śpiewana także w świątecznych wersjach w rytm Jingle Bells. Ostatecznie Milan wygrał 4-2, a ku naszemu zdziwieniu po końcowym gwizdku nie musieliśmy czekać na sektorze, tylko sprawnie i szybko odwieziono nas autobusami na parking, gdzie zostawiliśmy nasze samochody.

W drodze powrotnej wspólnie dyskutowaliśmy o meczu i rozważaliśmy opcje kolejnych wyjazdów. W Latinie zatrzymaliśmy się jeszcze, by wspólnie zjeść pizzę, a po odstawieniu samochodów nastąpił powrót do hotelu i wspólne świętowanie zwycięstwa.

RELACJA: Sonar, Slide, Kamil

Partnerzy MCP
ACMilan.PLACMilan24.comKoszulki piłkarskie
Dante Alighieri
  | MILAN CLUB POLONIA - STRONA GŁÓWNA | O FAN KLUBIE | AKTUALNOŚCI | WYJAZDY MCP | ZLOTY MCP | GADŻETY MCP | KONTAKT | statystyka